Ja: - S., myślisz, że ja nie wiem, nie widzę? Dam ci tylko radę: uważaj na MMSy, bo da się odczytać, do ilu osób je wysyłasz i na jakie numery.
S.: - O, to muszę powiedzieć siostrze, że masz jej numer..
Ja: - Rozumiem, że twoja siostra ma 4 numery?
S.: - Nie, nie ma..
Ja: - No właśnie. Ja o to nie dbam, tylko radzę, na przyszłość.
***
Ja: - Nie chce mi się już grać, kombinować, więc mówię otwarcie, ty też nie jesteś jedyny. Jesteśmy w tej samej drużynie.
S.: - Czemu nic nie mówiłaś wcześniej?
Ja: - A nie domyślałeś się niczego?
S.: - W ogóle.
***
Ja: - Nie myli ci się czasem to i owo?
S. - Kurczę, miesza mi się, niestety.
Ja: - Może kalendarzyk?
S. - No nie, aż tak dużo tego nie jest..
***
Ja: - Jeszcze jedno, jak mówi się komuś za dużo komplementów, to robi się to nieco niewiarygodne.
S.: - Nie mogę nie mówić Ci, że jesteś cudowna. Bo jesteś.
***
Oczywiście, że jestem :)
Reakcja S. przywołuje mi uśmiech na twarzy za każdym razem jak to wspominam: totalne zaskoczenie, niedowierzanie, aż wreszcie radość i o dziwo, entuzjazm co do mojej osoby. Nagle okazało się, że bez tych wszystkich pierdół po prostu fajnie nam się rozmawia. Poza tym, może przez tego bloga, zaczęłam mówić do niego jedną literką "S." zamiast imienia. Pasuje mu.
Jedna literka jest taka "serialowa". Ja też tak czasem robię :))))
OdpowiedzUsuńwiesz, jak tak się to czyta i nie zna sytuacji, to można pomysleć, że wredna sucz z Ciebie ;P
OdpowiedzUsuńJa póki co nie zamierzam mieć z żadnym nigdy nic do czynienia :D Jestem na etapie chęci wykastrowania całej męskiej populacji ... i to bez znieczulenia :D
OdpowiedzUsuń