S.: - Kolejny ratownik umarł w tym tygodniu.. Teraz wszyscy mówią, że statystycznie to moja kolej, i naczelnik, i znajomi, którym śni się mój pogrzeb.
Ja: - O nie, ja się na to nie zgadzam!
S.: - Ale przyjdziesz na mój pogrzeb? Jak nie, to się wkurwię.
Ja: - Przyjdę, przyjdę.. Ale nawet nie ma mowy o żadnym pogrzebie! Myślisz zresztą, że ktoś mnie zaprosi?
S.: - Znajdziesz sobie czas i miejsce w gazecie. Ciekawe w jaki sposób zginę, chłopaki to tak ratując kogoś, czy coś.. a ja pewnie potknę się i uderzę w coś głową, albo zamarznę po pijaku na Krupówkach.
Ja: - A ja będę mówić ludziom, że mój znajomy ratownik umarł.. Ooo, zamarzł po pijaku? Nie, to pomyłka, nie znaliśmy się ;)
***
Tak - dwa posty poniżej było o zerwaniu kontaktów z S., ale moja iście żelazna konsekwencja zmiękła w końcu pod naporem pewnej ilości alkoholu...................
:) dobre i takie na czasie;p
OdpowiedzUsuńWiesz, zawsze możesz wymyślić historyjkę, że zginął ratując 5 osób ;)))))
OdpowiedzUsuńAle oczywiście żartuję - żadnego pogrzebu!
Moja konsekwencja też często mięknie w podobnych okolicznościach;)
OdpowiedzUsuńpodejrzewałam, że tak może być ;) bo moja konsekwencja wygląda podobnie ;]
OdpowiedzUsuńLitry alkoholu- zero dystansu :DDD
OdpowiedzUsuńA mnie się nawet podoba wizja zamarznięcia po pijaku na Krupówkach:)
OdpowiedzUsuńAlkohol zawsze zmniejsza dystans,czasem nawet go zeruje;)
OdpowiedzUsuń